Newsletter

Chcesz być informowany o nowych kursach, terminach oraz artykułach?
Twoje kursy Wyślij zapytanie Praca

Blog: Nie ma miłości na destynacji

Ostatnio na blogu

Wierzycie, że wakacyjna miłość może przerodzić się w „coś więcej”? Słońce, plaża, piękne zachody słońca, daleko od rodziny i przyjaciół – warunki w sam raz co najwyżej na przelotny romans, prawda? Flirtom między personelem sprzyja wszystko – wspólna praca, wielogodzinne czekanie na gości na lotnisku, wspieranie się w trudnych chwilach i cieszenie sukcesami. Niektórzy nawiązują bliskie relacje z gośćmi – wakacyjny luz, perspektywa rychłego wyjazdu i małej szansy na ponowne spotkanie – czego chcieć więcej?

 

Wakacyjne miłości mało kto traktuje poważnie, przekonały się o tym nasze bohaterki – Kasia i Iwona. „Po 2 miesiącach znajomości mi się oświadczył. Wszyscy dookoła podchodzili to tego raczej z przymrużeniem oka i przekonaniem, że i tak nic z tego nie wyjdzie” – wspomina Kasia, w podobnym tonie Iwona: „każdy, kto wiedział o tym, co wydarzyło się w Grecji, mówił: to nie ma sensu, miłość na odległość nigdy nie przetrwa" 

 

Zapewne takie podejście wynika ze znajomości licznych historii o rozczarowaniach, rozwianych nadziejach, niespełnionych obietnicach czy też znajomościach bez zobowiązań; pracując na destynacji na co dzień możemy obserwować "związki" rozpadające się po kilku dniach. 

 

Dzisiejsze historie niech przywrócą Wam wiarę w historie ze szczęśliwymi zakończeniami. Ot tak na miły, jesienny wieczór.

 

Kasia i George

 

Nasz przykład zdecydowanie pokazuje, że da się znaleźć miłość na destynacji. Mój 'już mąż' podobno kiedy zobaczył mnie po raz pierwszy to powiedział, że będę jego żoną. Dość szybko zaczęliśmy się spotykać. George był barmanem w hotelu, w którym pracowałam, w pool barze, gdzie i tak był sprzęt do animacji, scena itd. Dni wolne planowaliśmy tak, żeby je spędzać razem. Podobnie wieczory. A ukrywanie się przed turystami było zabawne - nie chcieliśmy żeby turyści widzieli nas razem, więc zawsze wymyślaliśmy jakieś sposoby, żeby np. złapać się za rękę pod barem. Przy wieczornych występach zgłaszałam się do obsługi sprzętu, bo stał przy barze, a jak wszyscy patrzyli na scenę, to można się było przytulić. Pod barem zostawialiśmy sobie też post it'y z jakimiś wiadomościami. Zawsze się też znalazł pretekst, żeby wejść na zaplecze baru, po worki na śmieci, ścierkę itp. A przy okazji po jakiegoś buziaka;-)

 

George początkowo chciał mnie przekonać, abym została w Bułgarii, ale w końcu zdecydował, że pojedzie razem ze mną do Polski. Dla mnie wyzwaniem było powiedzieć rodzicom, o tym, że nie wrócę sama. Ale przyjęli to bardzo spokojnie, od razu go zaakceptowali. Problemem była na początku komunikacja między nimi, ale teraz już świetnie mówi po polsku. I poznaje polskie zwyczaje, bo czasem odmienność kultur powodowała nieporozumienia. Dobrze dogaduję się też z jego mamą, bo mówi po angielsku. W lipcu tego roku wzięliśmy ślub kościelny i jesteśmy bardzo szczęśliwi. Wprawdzie polska biurokracja dała nam się we znaki, ale po załatwieniu wszystkich formalności mamy już spokój.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Iwona i Alex

 

Nic nie zapowiadało, żebym z destynacji wróciła z miłością do czasu, kiedy do teamu hotelowego dołączył brat jednego z animatorów. Na początku oczywiście bardzo mnie wkurzał - siedział taki, cały czas uśmiechnięty, cały czas coś gadał do wszystkich – na wszystkich posiłkach i w każdej wolnej chwili. Ale jakoś tak wyszło, że coraz więcej czasu spędzaliśmy razem. Jak to czasem bywa, z kolegi ktoś się przeradza w przyjaciela. Aż przyszedł pierwszy wieczór sam na sam -  słuchaliśmy muzyki, rozmawialiśmy i tak oto został skradziony pierwszy pocałunek. Plotki szybko się rozeszły. Wszystko rozwinęło się w przeciągu około 2 tygodni. A tu zaraz ja wyjeżdżam. 10 wspólnych dni jako para razem, a co dalej? Postanowiliśmy sprawdzić, czy nam się uda.

 

Żyjemy w czasach Internetu, Facebooka, Skypa i innych metod, które pomagają być razem na odległość. Wiadomo - były momenty wątpliwości, w końcu w chwilach radości czy w obliczu rodzinnej tragedii nie było go obok fizycznie. Zimą poleciałam do niego na dwa tygodnie, po 4 miesiącach on przyleciał do mnie. Czas staraliśmy się wykorzystać w 100% próbując w te krótkie 14 dni pokazać mój świat pozaanimacyjny w Polsce, moje życie, a jednocześnie mieć czas dla siebie. Od tak po prostu.

 

Najbardziej w takich momentach bolą docinki rodziny, że to za daleko, że „Twój związek trwa 3 razy po 2 tygodnie” – mimo że wszyscy Alexa bardzo polubili, brak wsparcia jest najtrudniejszą przeszkodą, jaką można napotkać w takiej relacji. Już i tak trudnej.

W kolejnym sezonie los nam nie sprzyjał – Alex pracował w hotelu oddalonym o 80 km od mojego, no ale lepsze 80 km niż 2200 km.

 

Co oceniam jako najtrudniejsze w takim związku? W moim przypadku była to bariera językowa. Nadal trudno jest nam przekazać niektóre informacje w taki sposób, jak byśmy to robili mówiąc w tym samym języku, ale da się.

 

Tydzień temu Alex wyjechał z Polski po dwutygodniowym pobycie, ja już planuję lot do Grecji. Na razie się udaje.

 

Kiedy więc następnym razem zobaczycie romans rozwijający się na destynacji, nie przekreślajcie go tak od razu! :) 

Komentarze:

Dołącz do nas - ludzi ciekawych świata

Zobacz oferty pracy